26 stycznia 2008 - sobota, godz. 17.57; Jezioro Tanganika
pora deszczowa.
Afryka jest zielona. nie chrzęści pod palcami. w dotyku jest
sprężysta,
aksamitna. /nawet baobaby upodobniły się do innych drzew, ukryły
swoją
dziwaczność pod zielonymi liśćmi/.
mijane po drodze stada krów z zaokrąglonymi bokami, powolne, spokojne,
ciężarne seledynem młodej trawy.
jest woda.
Afryka po raz kolejny daje nowe życie...
------------------------------------------------------------------------
jak to było w "Hair"? -"cwaniaczki sobie poradzą, o naiwnych zadba
Bóg"-he
he.
droga do Kigomy trudna, trzydniowa. do tego jeden z "towarzyszy
podróży"
chyba nie tak wyobrażał sobie te "wycieczkę"; przerosły go trudności;
do
tego /a może dlatego/ źle się czuje i właściwie jedzie z nami "za
karę".
/teraz, kiedy już dotarliśmy do Kigomy, uspokoił, wyciszył, może
pojedzie z
nami dalej, może zobaczy "oczami duszy swojej".../.
tymczasem dziś cały dzień deszcz. nie popsuł nam planów, bo po tej
trzydniowej drodze jesteśmy tak zmęczeni, ze potrzebujemy leniwego
snucia
się w ciepłym deszczu.
jutro jedziemy do Parku Mahale. mam nadzieje ęe deszcz nie wystraszy
szympansów :)
trud drogi to jej trzy etapy w coraz gorszych autobusach i po coraz
trudniejszych drogach; noc w Kahuma, przespana w domu poznanego w
autobusie
oficera ochrony w kopalni złota, gdzie w przedpokoju na ścianie wisiał
portret bin Ladena; droga znów bez jedzenia, z niewielką ilościa
wody, bo
nie było kiedy i gdzie kupić a bus prawie nie robił przerw w drodze. no
i
droga, na której nasz autobus kilkakrotnie zakopywał się w glinie i z
której
to drogi, po kolejnym zakopaniu, zabrał nas swoim samochodem z napędem
na 4
koła biały Afrykaner mieszkajacy w Mwanzie i pracujący w łączności?
/dziś
wieczorem ma przyjść do nas na piwo/.
no i jeszcze ciekawostka - wczoraj, po przyjeździe, poszliśmy coś
zjeść i
trafiliśmy na tutejsze przyjęcie weselne!
ale to osobna opowieść - jak wróce :)
------------------------------------------------------------------------
jestem w Afryce
------------------------------------------------------------------------
jesteśmy wiec nad jeziorem Tanganika. drugie, po Bajkale, co do
wielkości
jezioro świata. mieszkamy w małym hoteliku nad brzegu jeziora, które
od
morza różni sie tylko...smakiem wody :) mamy więc plaże, muszelki,
fale,
które szumią za oknem, różności ptasie i całą zwariowaną,
oszalałą
zieloność, kwitnącą we wszystkich kolorach i najdziwniejszych
kształtach! po
za tym - Afryka nic się nie zmieniła. przyjęła mnie tak, jakbym nigdy
jej
nie opuszczała, jakby za oknem, na zielonej gałęzi baobabu siedział
kruk z
doliny Czeriet...