5 marzec 2008r. środa, godz.17.57 - Mikumi
Mikumi - mała miejscowość, właściwie wioska przy drodze do Bagamoyo
/tak, jeszcze nad Ocean przed Dar es Salaam!/. przy drodze mały GuestHouse,
może 5-pokojowy /każdy pokój ma swoja nazwę, ja śpię w Maniara - byłam tam
9 lat temu :)/, w którym nikt nie mówi po angielsku, ale gdzie udało mi się
wynająć pokój. pokój także mały, 1-osobowy, jak cela klasztorna, z
jednym łóżkiem na środku, drewnianym taboretem i kamienną podłogą /ale
jest czyste prześcieradło do przykrycia; pod spód położę swoja kange, nie do
końca ufam czystości tego, na czym przyjdzie mi spać/. jedyny luksus - to
moskitiera. jestem tak zmęczona, że usypiam zaraz po położeniu. przed świtem /?/
/w nocy?/ budzi mnie hałas; zrywam się z łóżka i dopiero po chwili
orientuję się, że to głośnik umieszczony nad moim oknem, z którego płynie /?/
wrzask Muezina /tutaj muezin nie śpiewa ale krzyczy, momentami wręcz
agresywnie/.
rozbudzona już zupełnie wychodzę do toalety i w korytarzu zderzam się
z Masajem w pełnym stroju, który właśnie wychodził z Tokio i również
w kierunku łazienki. grzecznie się pozdrawiamy /chyba, bo to nawet nie w
suahili/ i... wpadamy znów na siebie w drzwiach do toalety; napisy nad
drzwiami także są w ichniejszym języku, więc domyślam się, że
wchodzę do męskiej. niemniej Masaj grzecznie się usuwa a mnie - nie chce się
dreptać do damskiej /chyba?/. wchodzę :)
rano okazuje się, ze spałam w hoteliku z samymi Masajami!
cóż. jestem w Afryce...
------------------------------------------------------------------------
czas jest. płynie swoim rytmem. nie poganiany. nie przeganiany.
wyznaczany przez słońce, które budzi mnie i układa spać.
nie udało mi się pojechać do Parku Narodowego w Mikumi /sama, więc
koszt całego samochodu; nie dałam rady finansowo. szkoda. jest to miejsce,
które człowiek oddał Przyrodzie i możliwość bycia Tam jest dla mnie
nobilitacją, jest dopuszczeniem do sakrum, jest jak świętość.
nie umiem tego opowiedzieć, nie umiem nazwać...
------------------------------------------------------------------------
tak. moja Afryka jest egzaltacją.
jest Emocjami, nad którymi nie do końca umiem panować.
jest jak narkotyk.
jak mężczyzna. zazdrosny. zaborczy.
Afryka zabiera mi bujany fotel. ciepłe kapcie. czerwone wino, schłodzone
w lodówce.
zabiera sukienki. tusz do rzęs. lakier do paznokci.
pewność jutra.
zabiera stabilizacje.
zabiera Dom.
------------------------------------------------------------------------
Afryka daje mi obrazy jak klejnoty. daje upalne wieczory, po
zaczarowanych zachodach słońca. a po nich - świt, budzony w obcych hotelach,
niczyich łóżkach i - przed nowymi, nieznanymi zakrętami.
daje Drogę
------------------------------------------------------------------------
i po raz kolejny przekonuje, że to jest Sensem. że muszę tego bronić.
muszę chronić To w sobie, choćby za cenę powrotu w pustke....