26 luty 2008r.wtorek godz. 18.45 - Livingstonia
wczoraj rano wybraliśmy się do Livinstonii, która jest na wysokości
ok. 1000m. na szczęście udało nam się złapać samochód w tamtą stronę,
czyli pod górę, więc byliśmy w miarę szybko. spaliśmy w kamiennym dworku z
początku XXw. z pięknymi wiktoriańskimi meblami /toaletka z dużym lustrem
- ale schudłam!/. w nocy przyszła burza z wichurą; przez sen pocieszałam
się, że Stone House wytrzymał pewnie już nie jedną taką burzę, więc spałam
dobrze.
rano jak zwykle piękne słońce /mój rytm dobowy dostosował się w
Afryce do przyrody - chodzę spać koło 20.00 i budzę przed wschodem słońca/ i -
dobry uczynek w postaci usunięcia wielkich kleszczy z biednego, małego
kundelka.a później powrót czyli 15 km drogi w dół /od godz. 9.00 do 17.00/;
droga przepiękna, z widokiem na jezioro Malawi, ale w pełnym słońcu i o 1
Coli!
jestem więc spieczona jak skwarek i bardzo, bardzo zmęczona. mam
nadzieje, że zostaniemy w tym GuestHousie /z całym białym kotem z całym czarnym
ogonem/ przynajmniej cały dzień jutro.
tymczasem idę usiąść na taras z widokiem na jezioro, będę słuchać
muzyki i pić zimne piwo :)