29 październik godz. 17.39 Zimbwabwe
skoczyłam!!!!!
most graniczny miedzy Zimbwabwe a Zairem. nad Zambezi. wysokość 111m. stałam nad pustką i starałam się nie myśleć. to co zamierzałam zrobić za chwilę - było szaleństwem. było wbrew instynktowi życia. obwiązywali moje nogi, zakładali różne wiązania i dużo mówili.
za sobą usłyszałam : five, four... one i - bungi!!!
nie opowiem słowami. nie umiem. kiedy już poczułam, że jednak /!/ coś mnie zatrzymało - poszybowałam jak ptak, kołysząc się długo na linie.
człowiek który po mnie zjechał, przywitał mnie słowami - "you are still alive" :)
teraz pije piwo i jestem szczęśliwa.
Jestem.
------------------------------------------------------------------------
gorąca noc w Parku Chobe w Botswanie. nie mogę spać, oglądam gwiazdy przez moskitierę - jest tak gorąco, że nie zakładaliśmy tropiku. zasypiałam, kiedy poczułam ostry, mocny zapach dzikiego zwierzęcia. był tak silny, że zupełnie mnie wybudził. usiadłam na materacu patrząc przez oczka moskitiery - nasz obóz w świetle księżyca wyglądał niesamowicie. bałam się. położyłam się z powrotem i tylko węchem i słuchem odbierałam obecność wielkiej hieny, która krążyła wokół namiotu. miałam świadomość dzielącej nas siatki, którą mogła rozerwać jedną łapą. dwie noce wcześniej, w Parku Moremi, właśnie hieny wyniosły nam w nocy dwie duże, plastikowe skrzynki z jedzeniem, pozbawiając nas zapasów na pozostałe dni w buszu. rano z przerażeniem oglądaliśmy wielkie ślady łap wokół namiotów.
Afryka przyszła do mnie. jednak.
jestem...